Trochę własnej historii, a trochę rozkmin. Temat: skupienie i cele. Czasem jest tak, że szatan wie, że gdyby cię atakował dosłownie to byś się bronił, każdy by się bronił, reagował prawdopodobnie bardziej agresywnie. Dosłowny atak łatwiej jest odbić. Ale najczęściej nie tak to działa. Najczęściej po latach posuchy jeśli chodzi o kontakty międzyludzkie i relacje damsko-męskie szatan wysyła nam kogoś "idealnego". "Idealnych" ludzi. Albo poczucie "przynależności". Albo "akceptacji" itp. I w ten sposób nas rozbraja. U mnie tak było przed covidem: byłam po terapii dda, poszłam na uniwerek w Anglii, w końcu założyłam swoją małą firmę, czułam że zaczęłam wszystko ogarniać, w końcu szło po mojej myśli, wszystko tak jak ja chcę, wszystko do przodu: praca- jest, nowe studia- są, nowy super projekt- jest, robi się. Na co dzień dalej normalnie pracowałam w jakimś, w sumie, średnim miejscu, ale wracałam, ogarniałam firmę, stronę, kredyty, pisałam maile. I z perspektywy czasu i z dystansu to myślę, że nawet to wyszło, tzn. był potencjał. Czy to był pomysł na mln dolarów? Na pewno nie, ale może mogłabym się utrzymać plus byłabym bardzo zadowolona czyli sukces. Prawie wyszło, bo akurat spotkałam super ludzi (uwaga, bardzo ważna uwaga: ja ich dalej lubię, nie o to chodzi...) wdałam się w związek powiedzmy romantyczny i dołączyłam do ich "sieci", a swoją firmę zostawiłam. Oczywiście z czasem... nie od razu 😁 I znowu - to nie wina tych ludzi, oni są świetni (robią dużo dobrego dla innych, naprawdę), ale jest dużo świetnych ludzi na planecie Ziemia, trzeba było się skupić. Ludzie są ważni, cały ten "networking" jest ważny, współpraca z super ludźmi, tak, oczywiście, ale jednak najważniejsze jest to, gdzie idzie nasza uwaga. To prawda, to co się mówi: tam gdzie idzie twoja uwaga, tam idzie energia ("where attention goes, energy flows" czy jakoś tak) Często mówi się, że szatan to tak naprawdę piękny z zewnątrz anioł. I coś w tym jest: teraz widzę, że gdzieś tam wtedy stał taki piekny "aniol", uśmiechał się do mnie (pięknie, a jak) i myślał sobie- "i co, nie udało ci się" :)))... jest spokojny, na pozór nie ma w nim złości, ale jest satysfakcja - czyjś mały świat legł właśnie w gruzach. A ja też tak patrzę się teraz na to wszystko, na niego i myślę: "o ty gnoju, złapales mnie...😁". Dałam się złapać. Bylo wygodnie, fajnie a moje marzenie poszlo gdzieś..... Zresztą już przestałam się winić, bo po prostu nie wiedziałam. Jeśli nie urodziłeś się w rodzinie przedsiębiorców, albo trochę bogatszych ludzi to nie wiesz jak to działa, jak świat jest zbudowany i ja też nie wiedziałam. W miłości trzeba jednak być ostrożnym. Może rozbroić i tak naprawdę wielu rozbraja. (Oczywiście, to zależy też "jaka" miłość. Są tak silne małżeństwa, takie które mają jeden cel i potrafią tak działać razem, pracować jak zespół, że nic ich nie powstrzyma... ale to zdecydowanie rzadziej). Myślę, że jeśli coś robisz, trzeba autentycznie robić audyt swojego życia raz na miesiąc, zawsze w porę zauważać i zadać sobie pytanie: czy dana osoba, grupa, czy społeczność, wspiera to co robię, czy powoli mnie odwraca mnie od czegoś ważnego, od tego czemu chcę się poświęcić, od mojego celu numer jeden? No trudno. Cele I osiągnięcia to faktycznie "gra umysłowa" ("Business is mental games", nie pamiętam kto to powiedział, chyba Tony Robbins. A Wam wszystkim życzę powodzenia. Trzymam kciuki za wszystkie wasze projekty, żeby zacząć, utrzymać, być zdeterminowanym, skupionym i umieć doprowadzać do końca.